Brak materiałów do wyświetlenia
Pewnego dnia wraz z koleżanką postanowiłyśmy zrobić paciaje (mieszankę przypraw itp.). Nasza papka przypominała żurek. Wlałyśmy do miski i dałyśmy jej dziadkowi. Spróbował (było to ohydne, więc nie mam pojęcia, jak mogło mu to smakować) Powiedział że jest za słodkie i zimne. Włożyłyśmy do mikrofali na minutę. Po wyjęciu było jak kamień, bo było za dużo mąki. Do resztki, którą wcześniej zostawiłyśmy wlałyśmy przeterminowaną śmietanę i chrzan. Dziadek twierdził, że jest nawet dobry tylko nadal za słodki i brakuje kiełbasy. Dałyśmy sobie spokój. Najśmieszniejsze było to, że nawet to smakowało jak żurek (było tam cukier, mąka, magii, woda, śmietana, pieprz i chrzan). Mamy talent!!!
żurek żart talent
Ostatnio urządziliśmy z mężem na posesji grilla. Zaprosiliśmy naszych przyjaciół, wpadli też rodzice z młodszą siostrą. Dodam, że ja mam 23 lata, a Milenka 5. Mam też dwie córeczki Paulinkę (2,5 roku) oraz Malwinkę (8 mies). Tyle tytułem wstępu.
Mąż kładzie na ruszt kolejną porcję kiełbasek, znajomi popijają drinki i konsumują karkóweczkę, sielanka jak nic. Malwisia śpi na górze, Paulusia i Milenka bawią się na podwórku blisko naszego stołu. Nagle słyszymy rozmowe między dziewczynkami.
[M]ilenka - Posia, a ty lubisz kotki?
[P]aulinka - Nie, bo mi ślają na talasie.
Wszyscy zaczeliśmy się śmiac, a Milenka podbiegła do nas, podparła boczki i zwraca się do mnie:
[M] - Nacia, możesz mi wytłumaczyć dlaczego pozwalasz kotkom srać na tarasie?
Moja mina wyglądała jak komiksowy poker face.
[Ja]- My wcale nie mamy kotków, Milenko.
[M] - To co ta Pośka pier*doli?
Młoda podrapała się po głowie i wróciła do zabawy. I zrozum tu dzieci i weź ich nie kochaj.
Mąż kładzie na ruszt kolejną porcję kiełbasek, znajomi popijają drinki i konsumują karkóweczkę, sielanka jak nic. Malwisia śpi na górze, Paulusia i Milenka bawią się na podwórku blisko naszego stołu. Nagle słyszymy rozmowe między dziewczynkami.
[M]ilenka - Posia, a ty lubisz kotki?
[P]aulinka - Nie, bo mi ślają na talasie.
Wszyscy zaczeliśmy się śmiac, a Milenka podbiegła do nas, podparła boczki i zwraca się do mnie:
[M] - Nacia, możesz mi wytłumaczyć dlaczego pozwalasz kotkom srać na tarasie?
Moja mina wyglądała jak komiksowy poker face.
[Ja]- My wcale nie mamy kotków, Milenko.
[M] - To co ta Pośka pier*doli?
Młoda podrapała się po głowie i wróciła do zabawy. I zrozum tu dzieci i weź ich nie kochaj.
Byliśmy u biższego znajomego, który kocha moją mamę, chce się z nią ożenić, a my o tym wiemy. Mama mi coś mówi na ucho o tym gościu (ja na niego mówiłam tata), a ja uradowana podlatuję i wrzeszczę na całe gardło: TATAAA! A MAMA MÓWI, ŻE ZA CIEBIE NIE WYJDZIE BO MÓWI, ŻE JESTEŚ BRZYDKI!!!
Mina obojga bezcenna. Dobrze, że facet miał poczucie humoru. Mama zapewne chciała zapaść się pod ziemię
A ja byłam cała zadowolona ;)
Mina obojga bezcenna. Dobrze, że facet miał poczucie humoru. Mama zapewne chciała zapaść się pod ziemię
A ja byłam cała zadowolona ;)
tata poczucie humoru brzydota mówienie gardło miłość
Ostatnio wybrałam się do babci na wieś. Jak zwykle obładowała nas plackami, mięsem etc. Gdy już wychodziliśmy z domu, krzyknęła do mnie:
- Choć dam ci jeszcze jajki.
Ja wielce zdziwiona odebrałam pakunek myśląc, że to jakaś roślina lub zwierzątko czy coś. Dopiero zaglądając do reklamówki zrozumiałam, że babci chodzi o jajka.
- Choć dam ci jeszcze jajki.
Ja wielce zdziwiona odebrałam pakunek myśląc, że to jakaś roślina lub zwierzątko czy coś. Dopiero zaglądając do reklamówki zrozumiałam, że babci chodzi o jajka.
jajka babcia
Na wycieczce w górach idę z siostra przez miasto i mijamy chłopca (około 8lat) i małą dziewczynkę (5 lat). Mama do tych dzieci mówi zaraz idziemy na karuzele dziewczynka się ucieszyła, a chłopiec:
- Nigdzie nie idę z tą zdzirą.
Myślałem że padne ze śmiechu.
- Nigdzie nie idę z tą zdzirą.
Myślałem że padne ze śmiechu.
Rodzinna wycieczka pociągiem, rodzice, młodszy brat, Madzia (3latka) i ja, byliśmy w jednym przedziale ze starszym małżeństwem. Jak to w pociągach prąd jest dostarczany z przerwami;)światło gaśnie i zapala się i tak parę razy. W pewnym momencie Madzia wstaje podchodzi do drzwi otwiera je i na całe gardło:
- Kto do cholery bawi się tym światłem?
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. A starszy pan, aż przyklasnął.
- Kto do cholery bawi się tym światłem?
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. A starszy pan, aż przyklasnął.
To opowiedziała mi moja mama.
Jak miałem 1 rok pojechaliśmy do prababci w odwiedziny.
Siedziałem na kolanach babci, głaskała mnie po głowie i powiedziała
- Taki fajny chłopczyk jesteś, ale nie wiesz jakie gówno z Ciebie wyrośnie.
Eh... Stare czasy :)
Jak miałem 1 rok pojechaliśmy do prababci w odwiedziny.
Siedziałem na kolanach babci, głaskała mnie po głowie i powiedziała
- Taki fajny chłopczyk jesteś, ale nie wiesz jakie gówno z Ciebie wyrośnie.
Eh... Stare czasy :)
Babcia
Jak byłam mała, podczas jazdy samochodem, uwielbiałam stać z tyłu pomiędzy przednimi siedzeniami trzymając się za zagłówki i patrzeć jak mój tata prowadzi samochód. Pewnego razu tata dość ostro skręcił w prawo no i tak wyszło, że upadłam za siedzenie kierowcy. Strasznie wkurzona wydostałam się z tego miejsca znów pomiędzy przednie siedzenia i na cały głos wykrzyczałam "tata KUWA jak jeździsz?!". Cała rodzina zaczęła się śmiać, a tata ledwo utrzymał kierownice ze śmiechu. Do tej pory wypominają mi to w żartach :)
(Nie bić z powodów poglądów politycznych)
Przyszła do nas moja kuzynka i jej 4-letnia córeczka [A]melka. Siedziałyśmy sobie w salonie, piłyśmy kawę (Amelka kakao), między mną a [M]amą wywiązał sie dialog o polityce, którego finałem było:
[J]: No daj spokój, no ja sie pytam: W jakim my państwie żyjemy?!
[M]: W Policyjnym, kochanie, w policyjnym...
No cóż, uśmiechnęłam się tylko ironicznie i zmieniłam temat. Jakieś pół godziny później przyszła jeszcze moja koleżanka [G]osia, z którą miałyśmy jechać następnego dnia na imprezę. Dostała też kawę, cała śmietanka rozmawia o imprezie, doradzaja nam jakieś techniczne szegóły...
[j]: Gocha, ale to jest daleko. Jakim my środkiem transportu tam dojedziemy?
Ojciec miał juz powiedzieć, ze nas podrzuci, ale tu Amelka wkracza:
[A]: Policyjnym, kochanie, policyjnym...
Przyszła do nas moja kuzynka i jej 4-letnia córeczka [A]melka. Siedziałyśmy sobie w salonie, piłyśmy kawę (Amelka kakao), między mną a [M]amą wywiązał sie dialog o polityce, którego finałem było:
[J]: No daj spokój, no ja sie pytam: W jakim my państwie żyjemy?!
[M]: W Policyjnym, kochanie, w policyjnym...
No cóż, uśmiechnęłam się tylko ironicznie i zmieniłam temat. Jakieś pół godziny później przyszła jeszcze moja koleżanka [G]osia, z którą miałyśmy jechać następnego dnia na imprezę. Dostała też kawę, cała śmietanka rozmawia o imprezie, doradzaja nam jakieś techniczne szegóły...
[j]: Gocha, ale to jest daleko. Jakim my środkiem transportu tam dojedziemy?
Ojciec miał juz powiedzieć, ze nas podrzuci, ale tu Amelka wkracza:
[A]: Policyjnym, kochanie, policyjnym...
Maja miała wtedy koło 9 miesięcy. Tak naprawdę jedyne co umiała "powiedzieć" było tata. Ewentualnie czasem jeszcze dodała kilka sylab i wychodzilo "tatatata". Więc zaczęła się "rozmowa" między nami:
- Maja powiedz "MAMA"
- Tata.
- Nie tata! Powiedz MAMA
- Tata (cała uradowana)
- Majka powiedz MAMA, a nie tata.
- TATA!!! (krzyknęła wręcz i ze złości dostałam jeszcze od niej w twarz z liścia)
- Maja powiedz "MAMA"
- Tata.
- Nie tata! Powiedz MAMA
- Tata (cała uradowana)
- Majka powiedz MAMA, a nie tata.
- TATA!!! (krzyknęła wręcz i ze złości dostałam jeszcze od niej w twarz z liścia)