Urodziłam się w czasach, kiedy w sklepach były długie kolejki. Była zima, mamusia ubrała mnie ciepło i zabrała na zakupy. Stoimy w kolejce, a ja miałam rękawiczki na sznurku przekładane przez szyję. Zrobiło mi się ciepło i zaczęłam krzyczeć na cały sklep "Mama, je...ać!!! Mama je...ać!!!" Mamusia wywnioskowała po fakcie, że szarpie za rękawiczki, że moje "je...ać" oznacza rozebrać. Opowieści mamusi o spojrzeniach klientów - Bezcenne.
Dziś na Skypie rozmawiam z moim bratem on w między czaise gra w Metina.
M - brat
J - Ja
M - Zwaliłem mu konia!
J - Co?
M - Noo zwaliłem mu konia!
J - Nie jesteś za mały?
M - Ale nie tak jak myślisz, ja mu tylko ukradłem poszedł, to mu zwaliłem!
M - brat
J - Ja
M - Zwaliłem mu konia!
J - Co?
M - Noo zwaliłem mu konia!
J - Nie jesteś za mały?
M - Ale nie tak jak myślisz, ja mu tylko ukradłem poszedł, to mu zwaliłem!
Moja 5 letnia kuzynka wróciła z wakacji z Zakopanego. Pytam młodej jak było, a ona na to:
- Było super, a najlepiej jak chodziliśmy po Kroplówkach.
- Było super, a najlepiej jak chodziliśmy po Kroplówkach.
Leżałam z moją kuzynką Wiolą (8 lat) na kanapie. W pewnym momencie postanowiła policzyć mi kręgi w kręgosłupie.
Liczy: "1, 2, 3..." i nagle mówi: "...Aha, tu nie masz kręga. 5, 6, 7.."
Strasznie się z tego śmiałam.
Liczy: "1, 2, 3..." i nagle mówi: "...Aha, tu nie masz kręga. 5, 6, 7.."
Strasznie się z tego śmiałam.
Miałam wtedy 3-4 latka. Gdy była wizyta duszpasterska nawiązał się między Mną - [J], a [k]siędzem taki dialog:
[j] Proszę księdza dlaczego pan nosi sukienkę, a nie spodnie tak jak normalni chłopcy?
[k] Ja pod tą jak ty to nazywasz sukienką noszę normalne spodnie.
I w tym momencie pokazał mi, że on nosi też spodnie.
Mama zaczęła się cicho śmiać.
Gdy teraz są wizyty duszpasterskie wszyscy mi to przypominają. Najlepsze, że nadal jest ten sam ksiądz i zawsze, gdy mnie widzi przypomina mu się to.
[j] Proszę księdza dlaczego pan nosi sukienkę, a nie spodnie tak jak normalni chłopcy?
[k] Ja pod tą jak ty to nazywasz sukienką noszę normalne spodnie.
I w tym momencie pokazał mi, że on nosi też spodnie.
Mama zaczęła się cicho śmiać.
Gdy teraz są wizyty duszpasterskie wszyscy mi to przypominają. Najlepsze, że nadal jest ten sam ksiądz i zawsze, gdy mnie widzi przypomina mu się to.
Ksiądz
Pewnego razu byłam w kościele. Ksiądz chodził wśród dzieci i zadał im pytanie: Jak można się modlić?
Gdy do mnie podszedł, bez chwili zastanowienia powiedziałam:
- Ustnie?
Reakcja innych zgromadzonych bezcenna.
Gdy do mnie podszedł, bez chwili zastanowienia powiedziałam:
- Ustnie?
Reakcja innych zgromadzonych bezcenna.
kościół
Historyjka opowiadana przez znajomą ojca. Jako małej dziewczynce mama powiedziała kiedyś:
- Aniu, idź kup mi pół litra octu do kapusty.
Ania idzie i powtarza: pół litra octu do kapusty... pół litra octu do kapusty...
Doszła do sklepu i nagle w płacz. Ekspedienta pyta, co sie stało, a mała przez łzy:
- Miałam kupić pół litra octu, ale zapomniałam do czego!
- Aniu, idź kup mi pół litra octu do kapusty.
Ania idzie i powtarza: pół litra octu do kapusty... pół litra octu do kapusty...
Doszła do sklepu i nagle w płacz. Ekspedienta pyta, co sie stało, a mała przez łzy:
- Miałam kupić pół litra octu, ale zapomniałam do czego!
Pewnej srogiej zimy parę lat temu, ja i mój brat cioteczny pojechaliśmy na wieś. Było jakieś zgromadzenie rodzinne, sporo osób wkoło, akurat rozmawialiśmy z babcią (staruszka, ok. 80 lat) na różne tematy stojąc w sieni, przysłuchiwał się nam wujek, gdy wywiązał się taki dialog:
[Brat]: Boże, tak mi jest zimno!
[Babcia]: To trzeba się więcej ruchać.
Zapadło ciężkie milczenie, nie wypada się śmiać, zwrócić uwagi babci też nie, rany, co za napięcie, co teraz?! Babcia nie bardzo rozumie o co chodzi, patrzy na nas dziwnie, a wujek:
- Bo, mamo, chyba złego czasownika użyłaś...
Uff, co za ulga, móc się roześmiać.
[Brat]: Boże, tak mi jest zimno!
[Babcia]: To trzeba się więcej ruchać.
Zapadło ciężkie milczenie, nie wypada się śmiać, zwrócić uwagi babci też nie, rany, co za napięcie, co teraz?! Babcia nie bardzo rozumie o co chodzi, patrzy na nas dziwnie, a wujek:
- Bo, mamo, chyba złego czasownika użyłaś...
Uff, co za ulga, móc się roześmiać.
babcia wujek zimno
Pierwsza klasa liceum (2006 rok, dawno ale pamiętam jak dziś), lekcja biologii - anatomia człowieka, narządy rozrodcze... Tym razem męskie. [S]orka wywodzi się na temat jak dochodzi do zapłodnienia komórki jajowej i że do tego potrzebna jest sperma, jak to w liceum rozkład na czynniki pierwsze... Obok mnie siedzi kolega [M]ichal. Sorka nawija, nawija i:
[S] - Skład spermy to m.in. spermina, czyli substancja nadająca charakterystyczny zapach.
[M] po krótkim namyśle
- Sorko, a jak w ogóle pachnie sperma? (pytanie całkowicie poważnie zadane).
[S] chwila ogłupienia i:
- A to mnie sie pytasz? Chyba sam powinieneś wiedzieć...
[M] szybka odpowiedź:
- Ja to sobie ręki potem nie wącham...
Wszyscy płakali ze śmiechu, nawet sorka.
[S] - Skład spermy to m.in. spermina, czyli substancja nadająca charakterystyczny zapach.
[M] po krótkim namyśle
- Sorko, a jak w ogóle pachnie sperma? (pytanie całkowicie poważnie zadane).
[S] chwila ogłupienia i:
- A to mnie sie pytasz? Chyba sam powinieneś wiedzieć...
[M] szybka odpowiedź:
- Ja to sobie ręki potem nie wącham...
Wszyscy płakali ze śmiechu, nawet sorka.