Profil użytkownika
Boryna
| Zamieszcza materiały od: | 7 marca 2011 - 16:20 |
| Ostatnio: | 27 września 2011 - 21:12 |
| O sobie: | T.K. Boryna. Dawniej - urwis. Dzisiaj - człowiek w mundurze. Jeden z pięciu braci. Będzie co wspominać... |
- Materiałów na głównej: 6 z 7
- Punktów za materiały: 2049
- Komentarzy: 0
- Punktów za komentarze: 0
W zeszłym roku mój starszy brat zrobił doktorat z historii. Cała rodzina przyjechała, żeby świętować to ważne wydarzenie. Wśród gości była również nasza 7-letnia kuzynka. Zainteresowało ją to, że wujaszek jest doktorem i podeszła do niego z zapytaniem, czy mógłby jej przepisać jakieś lekarstwa na przeziębienie. Grzesiek ze śmiechem odpowiedział, że nie może tego zrobić. Na to młoda:
- To ty, wujek, jesteś d**a, a nie doktor!
- To ty, wujek, jesteś d**a, a nie doktor!
Lekcja w podstawówce. Wychowawczyni pyta dzieci, kim chciałyby być w przyszłości. Mój braciszek Paweł wstaje i mówi:
- Ja chcę być osłem!
- A co ty będziesz robił jako osioł? - pyta rozbawiona pani.
- Noo... Do sejmu będę sobie jeździł.
- Ja chcę być osłem!
- A co ty będziesz robił jako osioł? - pyta rozbawiona pani.
- Noo... Do sejmu będę sobie jeździł.
Dawno temu w przedszkolu mojego brata organizowano dzień ojca. Z tej okazji każdy przedszkolak miał napisać własny wierszyk o tacie. Kolega brata wyszedł na środek i pięknie wyrecytował:
- Kocham mojego tatę i taty wypłatę, a mama czasem mówi do taty, "jaką ty masz wielką armatę!"
Trzeba było widzieć minę ojca tego chłopca, wychowawczyni i wszystkich zebranych. Do dzisiaj nie wiemy, czy dzieciak to wymyślił, czy podsłuchał w domu. ;)
- Kocham mojego tatę i taty wypłatę, a mama czasem mówi do taty, "jaką ty masz wielką armatę!"
Trzeba było widzieć minę ojca tego chłopca, wychowawczyni i wszystkich zebranych. Do dzisiaj nie wiemy, czy dzieciak to wymyślił, czy podsłuchał w domu. ;)
zarchiwizowany
Mam 7-letnią kuzynkę. Kiedyś przyjechała do nas na tydzień na wakacje i strasznie się do mnie przymilała.
- Ja kocham Tomka. I Tomek mnie kocha - mówiła. - Ja się z Tomkiem ożenię* i będę z nim spać!
Mama spojrzała na nią zaniepokojona. Na to mała:
- No co? Jak coś, to ja mogę spać na podłodze, nie?
* mała jeszcze nie odróżnia "ożenić się" i "wyjść za mąż"
- Ja kocham Tomka. I Tomek mnie kocha - mówiła. - Ja się z Tomkiem ożenię* i będę z nim spać!
Mama spojrzała na nią zaniepokojona. Na to mała:
- No co? Jak coś, to ja mogę spać na podłodze, nie?
* mała jeszcze nie odróżnia "ożenić się" i "wyjść za mąż"
Mój brat Paweł nie był zbyt grzecznym dzieckiem i w wieku trzech lat miał na "koncie" tylko jedną wizytę w kościele (mama wolała nie ryzykować) - na pogrzebie. Kościół kojarzył mu się zatem tylko i wyłącznie z pogrzebami. Którejś niedzieli miała miejsce bardzo zabawna sytuacja.
Maciek - najstarszy brat: Buty mi się rozkleiły...
Tata: Te kościołowe pantofle?
Maciek: Tak! No, jasny gwint, przecież w kaloszach nie pójdę.
Tata: Weź moje, te lepsze. Są na najwyższej półce w szafce.
Maciek poszedł szukać "kościołowych" butów taty. Znalazł je i już chciał wkładać, kiedy pojawił się Paweł.
Paweł: Maciek! Ty nie rusz tych butów! To są tatowe buty do trumny!
Maciek - najstarszy brat: Buty mi się rozkleiły...
Tata: Te kościołowe pantofle?
Maciek: Tak! No, jasny gwint, przecież w kaloszach nie pójdę.
Tata: Weź moje, te lepsze. Są na najwyższej półce w szafce.
Maciek poszedł szukać "kościołowych" butów taty. Znalazł je i już chciał wkładać, kiedy pojawił się Paweł.
Paweł: Maciek! Ty nie rusz tych butów! To są tatowe buty do trumny!
Mamy na wsi takie panie trajkotki, które chodzą do księdza proboszcza na herbatę i przy okazji opowiadają mu o swoich wielce grzesznych sąsiadach. Pewnej letniej niedzieli upał był niesamowity, a że nieopodal mojego domu jest "jeziorko" ukryte w zaroślach, postanowiliśmy wraz z bratem Antkiem się wykąpać. Dookoła - ani żywej duszy, toteż zrzuciliśmy ubrania i hop! do wody. Wracając widzieliśmy jak wnuczka jednej z w.w. trajkotek biegnie do babci z wrzaskiem na pół wsi:
- Baaaabciu!!! Tam panowie na goło latają!
Babcia wyszła z domu, żeby sprawdzić, dlaczego dziewczynka tak się drze. Mała powiedziała jej, co zobaczyła. Następnie, z miną tajnego agenta, zapytała:
- To co, babcia? Donosimy?
- Baaaabciu!!! Tam panowie na goło latają!
Babcia wyszła z domu, żeby sprawdzić, dlaczego dziewczynka tak się drze. Mała powiedziała jej, co zobaczyła. Następnie, z miną tajnego agenta, zapytała:
- To co, babcia? Donosimy?
W moim domu na siostry zakonne zazwyczaj mówiło się - zakonnice i tak też się z braćmi nauczyliśmy. Kiedy mój brat Paweł poszedł do szkoły, na pierwszej lekcji religii z siostrą podniósł rękę i powiedział:
- Pani zakonnico. Ja chciałem coś spytać.
Siostrzyczka roześmiała się i powiedziała, że zakonnica to takie długie i nieładne słowo i powinien zwracać się do niej - siostro. Generalnie nie zrobiła na nim dobrego wrażenia, więc kiedy po Pawełka przyszła mama i przypadkiem minęli siostrę w drzwiach, mały złapał mamę za rękaw i krzyknął:
- Mamo, mamo, powiedz, że ta pani nie jest moją siostrą!!
- Pani zakonnico. Ja chciałem coś spytać.
Siostrzyczka roześmiała się i powiedziała, że zakonnica to takie długie i nieładne słowo i powinien zwracać się do niej - siostro. Generalnie nie zrobiła na nim dobrego wrażenia, więc kiedy po Pawełka przyszła mama i przypadkiem minęli siostrę w drzwiach, mały złapał mamę za rękaw i krzyknął:
- Mamo, mamo, powiedz, że ta pani nie jest moją siostrą!!
1
« poprzednia 1 następna »