Profil użytkownika
madziawera
| Zamieszcza materiały od: | 28 lipca 2010 - 21:43 |
| Ostatnio: | 7 czerwca 2011 - 17:08 |
- Materiałów na głównej: 10 z 21
- Punktów za materiały: 3431
- Komentarzy: 1
- Punktów za komentarze: 0
zarchiwizowany
Jak widać na termometrach - Polskę odwiedziło nieco przedwcześnie prawdziwe lato, niczym w środku lipca. Z okazji tej skorzystała moja ciocia i aby uwolnić się na kilka dni od uporczywego Kamilka (lat 5) wysłała go do nas, nad morze. Wczoraj, gdy wróciłam ze szkoły, zastałam go siedzącego na moim łóżku w kąpielówkach i jakiejś chustce na głowie (zakładam, że sam niezdarnie ją sobie ubrał). Mój tata po całym dniu ciężkiej pracy najzwyczajniej w świecie zasnął w salonie, a młody awanturuje się, że chce iść na plażę (przy czym robił to tak głośno, że zaczynałam się obawiać, czy nie obudzi taty). Tak więc zgodziłam się (do plaży mamy blisko), przebrałam się i po chwili ruszyliśmy. Cały czas mi się wyrywał, kilka razy wpadł na ulicę, w tym raz prawie pod samochód. Ale i tak nigdy nie zapomnę tego co stało się później.
Po drodze spotkaliśmy moją koleżankę, która też akurat wybierała się na plażę. Jadła akurat loda (w ten charakterystyczny dla niej sposób) - wkładała rożek do ust a potem wyciągała go w sposób, który można by ocenzurować. Ja się już przyzwyczaiłam i szczerze mówiąc, przestałam zwracać na to uwagę.
Kamilek jednak był tym naprawdę zainteresowany i po chwili wypalił tonem Kuby Wojewódzkiego:
-Czy to mnie podnieca...? Taaaaaak... - i wyszczerzył wszystkie zęby w szarmanckim uśmiechu :D
Po drodze spotkaliśmy moją koleżankę, która też akurat wybierała się na plażę. Jadła akurat loda (w ten charakterystyczny dla niej sposób) - wkładała rożek do ust a potem wyciągała go w sposób, który można by ocenzurować. Ja się już przyzwyczaiłam i szczerze mówiąc, przestałam zwracać na to uwagę.
Kamilek jednak był tym naprawdę zainteresowany i po chwili wypalił tonem Kuby Wojewódzkiego:
-Czy to mnie podnieca...? Taaaaaak... - i wyszczerzył wszystkie zęby w szarmanckim uśmiechu :D
Moja młodsza siostrzyczka (5 lat) codziennie przez cały maj uczęszczała na majowe. Sama byłam kilka razy, kiedy mama nie mogła iść z nią iść.
31.05 majowe prowadził ksiądz, który powszechnie znany jest jako typowy śmieszek (potrafi rozbawić każdego, sam też często się śmieje - nawet jak prowadzi mszę, to nie przestaje się uśmiechać). Na końcu, kazał dzieciom jeszcze chwilę poczekać, bo "ma dla nich słodką niespodziankę" (tu muszę dodać, że moja siostra jest łakoma na słodycze jak nikt inny w rodzinie, ale jest jedna rzecz, której nienawidzi - czekolada z orzechami).
Tak więc, przy drzwiach stanęli dwaj ministranci i ksiądz-śmieszek, i rozdawali na odchodne czekolady. Moja siostra oczywiście też dostała (i co dziwne, ja również xD), ale gdy tylko spojrzała na opakowanie, jej cudowny uśmieszek zamienił się w grymas. Czekolada była z orzechami (!). Ja osobiście uwielbiam orzechy, więc nie było to dla mnie problemem. Młoda natomiast spojrzała na księdza wzrokiem seryjnego zabójcy i na cały kościół (na szczęście większość ludzi zdążyła już go opuścić) krzyknęła:
-Co ty wiesz o czekoladzie?! Jeśli twoje dziecko dostaje czekoladę z orzechami, to wiedz, że coś się dzieje!(podłapała to zapewne od znanego na wszystkim księdza Natanka) Orzechy są złeeeee...
Zaczęła lamentować, a cała awantura skończyła się "fochem". Myślałam, że spalę się ze wstydu, bo inne dzieci nie marudziły, a w drzwiach stało jeszcze kilka moherowych babć, które wpatrywały się w moją siostrę z nienawiścią...
Bogu dzięki, ksiądz miał poczucie humoru (jak już wspomniałam)i zamiast rozzłościć się, czy choćby zmieszać, wybuchnął śmiechem. Powiedział (cytuję) "A jeśli mam dla ciebie inną czekoladę w zakrystii, to znaczy, że coś się dzieje?", a potem zabrał nas obie właśnie do zakrystii po "nową" czekoladę. Ta była z nadzieniem truskawkowym, więc siostrunia byłą wniebowzięta (dosłownie xd).
Kilkakrotnie przepraszałam potem księdza, ale on za każdym razem powtarzał, że dawno żadne dziecko go tak nie rozbawiło i, że nie może się już doczekać przyszłorocznych majowych :D
31.05 majowe prowadził ksiądz, który powszechnie znany jest jako typowy śmieszek (potrafi rozbawić każdego, sam też często się śmieje - nawet jak prowadzi mszę, to nie przestaje się uśmiechać). Na końcu, kazał dzieciom jeszcze chwilę poczekać, bo "ma dla nich słodką niespodziankę" (tu muszę dodać, że moja siostra jest łakoma na słodycze jak nikt inny w rodzinie, ale jest jedna rzecz, której nienawidzi - czekolada z orzechami).
Tak więc, przy drzwiach stanęli dwaj ministranci i ksiądz-śmieszek, i rozdawali na odchodne czekolady. Moja siostra oczywiście też dostała (i co dziwne, ja również xD), ale gdy tylko spojrzała na opakowanie, jej cudowny uśmieszek zamienił się w grymas. Czekolada była z orzechami (!). Ja osobiście uwielbiam orzechy, więc nie było to dla mnie problemem. Młoda natomiast spojrzała na księdza wzrokiem seryjnego zabójcy i na cały kościół (na szczęście większość ludzi zdążyła już go opuścić) krzyknęła:
-Co ty wiesz o czekoladzie?! Jeśli twoje dziecko dostaje czekoladę z orzechami, to wiedz, że coś się dzieje!(podłapała to zapewne od znanego na wszystkim księdza Natanka) Orzechy są złeeeee...
Zaczęła lamentować, a cała awantura skończyła się "fochem". Myślałam, że spalę się ze wstydu, bo inne dzieci nie marudziły, a w drzwiach stało jeszcze kilka moherowych babć, które wpatrywały się w moją siostrę z nienawiścią...
Bogu dzięki, ksiądz miał poczucie humoru (jak już wspomniałam)i zamiast rozzłościć się, czy choćby zmieszać, wybuchnął śmiechem. Powiedział (cytuję) "A jeśli mam dla ciebie inną czekoladę w zakrystii, to znaczy, że coś się dzieje?", a potem zabrał nas obie właśnie do zakrystii po "nową" czekoladę. Ta była z nadzieniem truskawkowym, więc siostrunia byłą wniebowzięta (dosłownie xd).
Kilkakrotnie przepraszałam potem księdza, ale on za każdym razem powtarzał, że dawno żadne dziecko go tak nie rozbawiło i, że nie może się już doczekać przyszłorocznych majowych :D
zarchiwizowany
Mój 4 letni kuzyn ostatnio był u nas gościem na kilka dni. Pewnego słonecznego poranka obudził mnie około 7.00 (sobota to była więc mogłam pospać dłużej ;/) i oznajmił, iż "chce mu się kupeeee".
Zabrałam go więc do łazienki, posadziłam na sedesie i odwróciłam się, aby go "nie rozpraszać". Co mnie jednak zdziwiło - zza moich pleców poczęły się wydobywać dziwne odgłosy. Tak więc odwracam się i co widzę? 4 letniego chłopca ze spuszczonymi spodniami, zasuwającego w miejscy jak an bieżni (O_o?). Nieco zszokowana, pytam się:
-Marcin... myślałam, że chcesz kupę...
Na co on:
-No tak... ale ja chcę sportową kupĘ, jak w tej reklamie.
Byłam tak zszokowana, że nawet nie wiedziałam czy mam się śmiać. Chodziło mu oczywiście o sportowe coupe (samochód );D
Zabrałam go więc do łazienki, posadziłam na sedesie i odwróciłam się, aby go "nie rozpraszać". Co mnie jednak zdziwiło - zza moich pleców poczęły się wydobywać dziwne odgłosy. Tak więc odwracam się i co widzę? 4 letniego chłopca ze spuszczonymi spodniami, zasuwającego w miejscy jak an bieżni (O_o?). Nieco zszokowana, pytam się:
-Marcin... myślałam, że chcesz kupę...
Na co on:
-No tak... ale ja chcę sportową kupĘ, jak w tej reklamie.
Byłam tak zszokowana, że nawet nie wiedziałam czy mam się śmiać. Chodziło mu oczywiście o sportowe coupe (samochód );D
Dziś na mszy świętej "Dla dzieci" gościliśmy [k]siędza z innej parafii. Była to dość... pulchna, siwiejąca osoba, ale na oko mógł mieć... 50 lat?
Kazanie było o Biblii i z takim uśmiechem skierowanym do dzieci mówił tak:
K - Wiecie jak stara jest Biblia? Ma ponad dwa tysiące lat. To bardzo dużo. A powiedzcie mi, dzieci, jakie rzeczy mogą być tak stare jak Biblia?
Zaczął podchodzić do młodziaków z mikrofonem. Dzieci odpowiadały różnie. Książki, żelazko babci, atlas taty itp. Zabłysnęła oczywiście moja [s]iostrzyczka, która z dziecięcym dystansem na pytanie odpowiedziała tak:
S - Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że ksiądz to jest starszy niż ta Biblia...
Kazanie było o Biblii i z takim uśmiechem skierowanym do dzieci mówił tak:
K - Wiecie jak stara jest Biblia? Ma ponad dwa tysiące lat. To bardzo dużo. A powiedzcie mi, dzieci, jakie rzeczy mogą być tak stare jak Biblia?
Zaczął podchodzić do młodziaków z mikrofonem. Dzieci odpowiadały różnie. Książki, żelazko babci, atlas taty itp. Zabłysnęła oczywiście moja [s]iostrzyczka, która z dziecięcym dystansem na pytanie odpowiedziała tak:
S - Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że ksiądz to jest starszy niż ta Biblia...
Moja młodsza siostrzyczka (4 lata) oglądała telewizję. Minęło może pół godziny, a my nie wiedzieliśmy co tak właściwie ogląda. Postanowiłam, że sprawdzę. No i okazało się, że w telewizji leciał jakiś film od lat 18. (Gołe kobiety, strzelaniny, krew - nieodpowiednie dla 4-latki) Natychmiast złapałam pilota i wyłączyłam telewizor. Na to moja siostra, która dotychczas była tak zapatrzona w ekran, że nie zauważyła, nawet że weszłam do pokoju krzyknęła:
- Co tu robisz ty zła kobieto, ty!? Ja tu się edukuję ku*wa!
Mam nadzieję, że ten tekst był z filmu i że szybko o nim zapomni.
- Co tu robisz ty zła kobieto, ty!? Ja tu się edukuję ku*wa!
Mam nadzieję, że ten tekst był z filmu i że szybko o nim zapomni.
Moja młodsza siostra (4 lata) od tygodnia nabrała "Szału na braciszka". Całe dnie chodzi za rodzicami i mówi "zróbcie mi braciszka!". Rodzice wymyślają różne wymówki, ale to jej nie zniechęca. Dziś na kolację przyszedł mój chłopak. Kiedy zjedliśmy, usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy rozmawiać. No to moja siostra wykorzystała chwilę milczenia i wypaliła:
- Ja doszłam do wniosku... że rodzice nie zrobią mi tego braciszka. Więc wymyśliłam...(tu spojrzała na mnie i mojego chłopaka), że WY zrobicie mi braciszka! Do roboty!
- Ja doszłam do wniosku... że rodzice nie zrobią mi tego braciszka. Więc wymyśliłam...(tu spojrzała na mnie i mojego chłopaka), że WY zrobicie mi braciszka! Do roboty!
zarchiwizowany
Byłam w kościele na 11.00 - msza dla dzieci. Ksiądz chodzi z mikrofonem po kościele i pyta się dzieci za co chcą się modlić. Intencje są różne "za moją chorą babcię", "za mamę i tatę", "za księdza" itd... W pewnym momencie (k)ksiądz podszedł do (na oko) 4 letniego (c) chłopca i pyta się go:
K - A ty chłopczyku? O co chcesz się modlić?
C - O siusiorka mojego taty, bo mama mówi, że coś z nim nie tak.
Z trudem powstrzymałam śmiech. ;D
K - A ty chłopczyku? O co chcesz się modlić?
C - O siusiorka mojego taty, bo mama mówi, że coś z nim nie tak.
Z trudem powstrzymałam śmiech. ;D
Gościliśmy wczoraj moją ciocię i jej 3,5 letnią córkę. Poszliśmy do kościoła. W pewnym momencie mszy, dałam małej pieniądze i powiedziałam, że ma je dać księdzu, kiedy podejdzie. Niestety, gdy młoda usłyszała "daj pieniążka" nie zwróciła już uwagi na to, kiedy ma to zrobić. Tak więc, po chwili, gdy ksiądz zaczął głosić kazanie, ona wyszła z ławki i zawołała machając rękoma:
-Ej! Ksiądz! Chodź tu szybko po pieniążka!
-Ej! Ksiądz! Chodź tu szybko po pieniążka!
Na Sylwestra był o mnie mój [p]chłopak. W Nowy Rok, około południa, gdy siedzieliśmy w salonie na kanapie i oglądaliśmy telewizję, moja [s]siostra usiadła obok niego i zaczęła:
S - Patryk?
P - Hę?
S - Patryk?
P - Nooo?
S - Patryk?
P - No co?
S - Nie drocz się ze mną. Ja i tak wiem, że wy, faceci myślicie tylko o jednym...
Tu wzbudziła zainteresowanie reszty rodzinki.
P - No... o czym?
Przysunęła się do niego i 'głośnym szeptem' powiedziała:
S - O... ciasteczkach... ale one są moje...
S - Patryk?
P - Hę?
S - Patryk?
P - Nooo?
S - Patryk?
P - No co?
S - Nie drocz się ze mną. Ja i tak wiem, że wy, faceci myślicie tylko o jednym...
Tu wzbudziła zainteresowanie reszty rodzinki.
P - No... o czym?
Przysunęła się do niego i 'głośnym szeptem' powiedziała:
S - O... ciasteczkach... ale one są moje...
zarchiwizowany
Może już trochę po fakcie, ale ciągle mnie to śmieszy ;DnRazem z (m)mama i moją młodsza (s)siostrą (4 lata), upiekłyśmy ciastka dla świętego Mikołaja. Moja siostra je uwielbia, więc gdy jeszcze ciepłe, zostało odłożone na stole, nie odstępowała ich na krok. Cały czas się nim przyglądała, aż w końcu przyciągnęła uwagę mamy. nM - Skarbie? Co ty tam robisz z tymi ciasteczkami?nS - Nic mamo, ja się tylko zastanawiam...nM - Nad czym?nSiostrunia jednak nie odpowiadała dobre dwie minuty. Po chwili, jakby oblana zimną wodą złapała tacę i ruszyła ku wyjściu.nS - Wiesz mamo? Zastanowiłam się już. Mikołaj jest przecież gruby. Jeśli zje te ciasteczka, to będzie jeszcze grubszy i brzydszy. Więc ja zjem za niego ciasteczka, a on mi w nagrodę przyniesie więcej prezentów - a potem ze złością spojrzała na komin i krzyknęła - Jasne ty wielka czerwona piłko?! ;D
1 2 3 > ostatnia ›
« poprzednia 1 2 3 następna »