W świecie motoryzacyjnym są samochody, które nie potrzebują wprowadzenia. Ale mimo wszystko z przyjemnością to zrobię. Nissan Qashqai J12, najnowsza odsłona jednego z najlepiej sprzedających się crossoverów w Europie, przybywa niczym bohater kina akcji – odświeżony, silniejszy i naszpikowany technologią. Jednak czy ten samochodowy celebryta faktycznie zasługuje na owacje na stojąco, czy może to tylko dobrze wyreżyserowany sequel? Pozwólcie, że rozbierzemy go na czynniki pierwsze, oczywiście z przymrużeniem oka i w stylu magazynu, który wie, że koła nie zawsze muszą być okrągłe (ale na szczęście w tym przypadku są).
Design, który mówi „patrzcie na mnie”
Nowy Qashqai wygląda, jakby właśnie wrócił z wakacji na siłowni. Karoseria stała się bardziej muskularna, linie ostrzejsze, a reflektory zyskały kształt nie do pomylenia z niczym innym (chyba że z Batmobilem, ale to komplement). Sylwetka auta jest dynamiczna i bardziej pewna siebie niż większość ludzi przed pierwszą kawą. Projekt wnętrza także nie pozostawia złudzeń – Nissan zainwestował sporo w nowoczesne wykończenia, miękkie plastiki i rozwiązania, które sprawiają, że kierowca czuje się jak kapitan statku międzygwiezdnego, tylko z lepszym widokiem na asfalt.
Technologia, która myśli za Ciebie
Nissan Qashqai J12 to wóz dla tych, którzy lubią mieć wszystko pod kontrolą, ale niekoniecznie chcą sami wszystko robić. System ProPILOT z Navi-link to asystent jazdy, który potrafi sam utrzymywać pas ruchu, dostosowywać prędkość do innych uczestników ruchu i nawet zwalniać przed rondem – serio, jakby miał wbudowane szósty zmysł. Do tego mamy 12,3-calowy ekran cyfrowych zegarów, równie imponujący, jak menu degustacyjne w pięciogwiazdkowej restauracji. Wszystko jest intuicyjne, szybkie i wygląda jak z przyszłości. Tylko teleportacji brakuje… jeszcze.
Pod maską – siła w hybrydzie
Nissan widzi przyszłość w zielonym kolorze – w wersji e-POWER, Japończycy zrobili coś naprawdę ciekawego. Mamy tu układ hybrydowy, w którym silnik benzynowy nie napędza kół bezpośrednio, tylko doładowuje baterię zasilającą silnik elektryczny. Efekt? Jazda jak autem elektrycznym, z natychmiastową reakcją na gaz, ale bez potrzeby ładowania z gniazdka. Dla wielu kierowców to Złoty Graal. Co więcej, spalanie w granicach 5–6 litrów na 100 km brzmi jak muzyka dla uszu każdego, kto regularnie tankuje za własne pieniądze.
Jak Qashqai jeździ po polskich drogach?
Testy przeprowadzone na realnych – czasem dziurawych niczym ser szwajcarski – drogach Polski pokazują, że Nissan Qashqai J12 nie tylko wygląda dobrze, ale też świetnie się prowadzi. Zawieszenie radzi sobie sprawnie zarówno z miejskimi garbami, jak i szybkim szarpnięciem na autostradzie. Układ kierowniczy jest precyzyjny, a kabina dobrze wygłuszona – nawet dzieci nie będą narzekać. Dla niektórych może być zaskoczeniem, jak bardzo „dorósł” ten model – z miejskiego wojownika stał się pełnoprawnym graczem w segmencie kompaktowych SUV-ów.
Cena i wersje wyposażenia – na bogato albo oszczędnie
Nowy Nissan Qashqai J12 dostępny jest w wariantach od skromniejszego Visia po wypasione Tekna+, która może zawstydzić nawet niejedną premium konkurencję. Ceny? Startują umiarkowanie – od niespełna 120 tys. zł, ale w wersji „na bogato” mogą wspiąć się do okolic 180 tys. zł. Jednak zważając na to, co dostajemy w pakiecie (komfort, design, technologie i japońską niezawodność), trudno się czepiać. Szczególnie jeżeli traktujemy auto jako inwestycję w rodzinne życie i podróże bez stresu.
Dla kogo ten wóz? (prócz miłośników sushi i innowacji)
Nissan Qashqai J12 to samochód dla każdego, kto chce czegoś więcej niż tylko czterech kółek. To doskonały wybór dla rodzin 2+2, singli ceniących przestrzeń i technologię, a także dla kierowców, którzy cenią komfort jazdy, ale nie chcą jeszcze rzucać się na pełni elektrycznego SUV-a. No i trzeba przyznać, że nissan qashqai j12 potrafi robić wrażenie – nie tylko na parkingu pod Lidlem.
Podsumowując, nowa generacja Qashqaia to udany mariaż praktyczności, nowoczesnych systemów wsparcia i przyciągającego spojrzenia designu. Nissan Qashqai J12 pokazuje, że rozwój nie polega tylko na zmianie wyglądu, ale na realnej poprawie komfortu i osiągów. A że wszystko to okraszone zostało szczyptą technologicznej magii – śmiało można powiedzieć, że to crossover, który nie zawiedzie. Na randkę, w trasę czy po dzieci – maszyna gotowa do (niemal każdej) misji.